60097341_1742027195943810_8243758385401430016_o

Wielka majówka

Data: 14.05.2019

Pogoda jest dziś tak koszmarna jak w majówkę. Na Kinie na Granicy najlepiej było siedzieć w kinie i obejrzeć tę majówkę, podczas której ktoś mógł gwizdać na pogodę. Jasne, tam też trochę popadało, ale co to była za przygoda!

„Wielką majówkę” w reżyserii Krzysztofa Rogulskiego można próbować odczytywać w kluczu coming of age’owym, ale tak naprawdę ważne jest tu nie tyle „przejście” z jednego etapu życia w drugi, inicjacja seksualna lub emocjonalne dojrzewanie, ile młodzieńcza z ducha beztroska i poszukiwanie własnej wersji wolności w niesprzyjającej ku temu rzeczywistości.

16-letni Rysiek (debiutujący Zbigniew Zamachowski!) ucieka z domu dziecka. Gdy jego ojciec oświadcza, że nie stać go na wychowanie syna, chłopak próbuje radzić sobie sam: włamuje się do obcego domu w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zagryzając kiełbasę bułką przegląda lodówkę i znajduje w niej sporo hajsu. Impuls każe mu ukraść pieniądze i wyjechać do Warszawy. Rysiek nie wie, co zrobić z pieniędzmi, dopóki na swojej drodze nie spotka Julka (Jan Piechociński).

Nonszalancja, z jaką chłopcy przewalają pieniądze na bzdury jest godna Ferrisa Buellera, pamiętnego zawadiaki z filmu Johna Hughesa. Rysiek i Julek rozbijają się epicko po Warszawie, kupują nowe garnitury i wynajmują apartament w legendarnym hotelu Victoria, a to wszystko bez konkretnego celu, wyłącznie (jak Bueller) z potrzeby dobrej zabawy. Symbolem tego wyobrażonego, lepszego świata staje się żyrafa — zwierzę tyleż egzotyczne, co dziwaczne, podobnie jak wytworzony przez chłopaków świat pełen przepychu w PRL-owskiej Polsce niedoborów.

W rzeczywistości „Wielkiej majówki” muzyka Maanamu jawi się jako błąd systemu. Jak zrzut z magicznej krainy Oz do ponurej Warszawy oferuje swoją ekscentryczność i daje bohaterom energię do działania: czy to podczas jazdy rowerami po mieście czy wcielania w życie kolejnych, coraz bardziej odjechanych pomysłów. Maanam jest przy bohaterach także wtedy, gdy trzeba z przytupem, w klasycznym hollywoodzkim stylu zamknąć historię. Na pace ciężarówki, w towarzystwie zespołu i żyrafy chłopaki wyjeżdżają z miasta. Nie wiadomo gdzie, ale mam wrażenie, że nie trzeba się będzie o nich martwić.

***

Dziękuję po raz kolejny Łukasz Maciejewski za zaproszenie: na KnG bawiliśmy się przednio i w najlepszym towarzystwie!

Powrót