Kino na Granicy cover

Z notatnika festiwalowicza – Kino na Granicy ’17

Data: 27.04.2017

No nie powiem – trochę się cykałam. Dzwoniąc tu i ówdzie w poszukiwaniu noclegu i słysząc pobłażliwe „nie, nie, nie ma już miejsc od dawna!” myślałam, że wszystko przepadło. Zdesperowana pytałam po znajomych, znajomi pytali znajomych. Wszystko na marne. Apokaliptyczny nastrój podkręcała jeszcze paskudna pogoda.

Wygląda jednak na to, że przezorni zawsze ubezpieczeni, ale czasem ze słomianym zapałem – rezerwacje pokoi wygasły, a Cieszyn mógł jednak zaoferować nam gościnę, dzięki czemu Reflektor i tym razem dotrze na przegląd Kino na Granicy.

To już kolejny raz, kiedy filmową majówką rozpoczynam festiwalowy sezon. Każdego roku obiecuję sobie, że będę traktować to wydarzenie na lajcie i przestanę wreszcie biegać od kina do kina połykając w pośpiechu garść Lentilek. Nigdy na szczęście tej obietnicy nie dotrzymuję.

Przestałam walczyć z nałogiem i pozwalam sobie w tym świątecznym, festiwalowym czasie na niezbyt zdrową ekscytację i chłonięcie dziesiątek filmów. W tym roku jeszcze bardziej, skoro Polskę postanowiły nawiedzić w maju obfite opady śniegu.

Przed rozpoczęciem Przeglądu staram się jednak nie nakręcać zbytnio samym repertuarem, żeby zachować pozorną równowagę. Dziennikarskie obowiązki nie pozwalają mi długo trwać w tym yolo-stanie; muszę przecież napisać, co ciekawego w tym roku będzie można obejrzeć w Cieszynie.

Jak zwykle z wielką chęcią, ale nikłą wiedzą, wybiorę się seanse najnowszego kina czeskiego. Na początku mojej przygody z tą kinematografią miałam do niej chłodny stosunek, ale z czasem przekonałam się, że nie warto zwalczać w sobie zamiłowania do prostodusznych historii, z których słyną Czesi. Co roku wybieram z katalogu na chybił trafił kilka zgrabnie brzmiących tytułów i zwykle się nie zawodzę. Dobrym strzałem wydają mi się m.in.  „Złodzieje zielonych koni” i „Normalny autystyczny film” – ten pierwszy w katalogu opisany jest jako zrealizowany w konwencji westernu, a drugi jako najlepszy dokument czeski roku 2016. No i te tytuły!

Jeśli chodzi o kino polskie to z pewnością nadrobię zaległości z sezonu, ale przede wszystkim koniecznie – jako rodowita katowiczanka – muszę wybrać się na „Miłość w Mieście Ogrodów”. O tym filmie na mieście już krążą legendy <wink wink>. Niech mnie zaskoczą! W repertuarze znajdują się też chodliwe tytuły z ostatniego roku, więc jeśli ktoś wciąż nie widział „Ostatniej rodziny” lub „Zjednoczonych stanów miłości” na dużym ekranie, to jest to jedna z ostatnich okazji. Jednak filmy, które bezwzględnie trzeba obejrzeć to „Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham” Pawła Łozińskiego i „Komunia” Anny Zameckiej – dwa świetne dokumenty, które zebrały dotychczas stanowczo zbyt małą liczbę widzów w kinach. Proszę zatem – bardzo proszę – o wypełnienie sali po brzegi.

Oczywiście nie ma festiwalu bez rozczarowań. W tym roku smutkiem napawa mnie fakt, że ominie mnie seans „Siekierezady” w reżyserii jednego z największych estetów w historii kina polskiego – Witolda Leszczyńskiego. Korzystajcie, potem mi opowiecie, jak było. „Siekierezada” to pokaz w cyklu Buntownicy i chuligani, co brzmi wszak bardzo zachęcająco, podobnie jak pozostałe brawurowe festiwalowe duety: Emigranci i Imigranci oraz Fashionistki i Fashionerzy (tak, serio!).

Do zobaczenia już jutro! Nie zapomnijcie o ciepłych skarpetkach i puchowej kurtce – nigdy nie wiadomo, kiedy zima znów zaskoczy kinomanów!

Powrót sezonu festiwalowego to powrót do cyklu Notatki festiwalowicza. Zobaczymy, ile z tym roku uda mi się zaliczyć festiwali. Kino na Granicy odbywa się w dniach 28.04 – 3.03 w Cieszynie. Przepraszam, że tak krótko. Lecę się pakować.

tekst został opublikowany na łamach portalu Reflektor. Rozświetlamy kulturę!

Powrót