Knives-and-Skin_trio-Charlotte_Laurel-and-Joanna_00224408

Za garść brokatu

Data: 10.08.2019

Dobrze znamy tę historię: z małego, prowincjonalnego miasteczka znika bez śladu blondwłosa nastolatka. Czy była lubiana? Nie wiemy, ale ktoś nazywa ją wredną, a ktoś inny przypomina sobie, że się z nią kumplował w siódmej klasie. Czy miasteczko poradzi sobie z piętnem zbrodni? Co jeszcze skrywają przystrzyżone trawniki i wzorowe żony?

Czujecie powiew Twin Peaks? Słusznie, bo w kinie małe amerykańskie miasteczka zawsze są do siebie w jakiś sposób podobne. A jednak „Nożowi na skórze” bliżej jest do innych nieposkromionych filmowców aniżeli do twórczości Davida Lyncha. Z jednej strony Jennifer Reeder, reżyserka filmu, trzyma sztamę z Refnem — ze szczerym zachwytem koloruje świat na neonowo, gdzieniegdzie podsypując go brokatem. Z drugiej strony nie można oprzeć się wrażeniu, że śmierć nastolatki to tylko pretekst to eksplorowania świata perwersji; pretekst, który znika na długie fragmenty filmu, przywołując wspomnienie o skandalicznej „Przygodzie” Antonioniego.

Aby jednak uczynić chwyt z „zaginioną dziewczyną” cokolwiek pociągający i świeży, Reeder wciąż pokazuje nam „miejsce zbrodni” i leżącą przy jeziorze blondynkę, której wszyscy szukają, ale nikt jakoś nie może znaleźć, choć „jest ona tu, tu jest”!

Już sam pomysł na niemal ekshibicjonistycznego, gnijącego trupa w niebieskim wdzianku prosto ze szkolnej orkiestry pokazuje, że „Nóż na skórze” imploduje. Jak domek dla lalek wywrócony do góry nogami w pokoju zaginionej Carolyn, film pełen jest przedmiotów-ikon, sztucznych wzorów, hiperrealistycznych kolorów, które z radością bulgoczą i wylewają się na ekran. Świat filmu Reeder jest zamknięty w sobie: zapomina o wijących się zwykle kontekstach i obnaża logikę kina, które kadruje rzeczywistość — jeśli w tym świecie czegoś brakuje, to z premedytacją, bo po prostu to coś nie zostało wymyślone. Jak puste kartki książek stojących na regałach sitcomu w „Miasteczku Pleasantville”, braki mówią więcej o naszych potrzebach i pragnieniach niż o samym filmie — niedostrzeżona wcześniej przez nastolatków autostrada otwiera przed nimi nowe perspektywy i nowe światy, nam zaś uświadamia konserwatyzm naszych codziennych wyborów.

Wszystko to pięknie wiąże się w nowofalowy z ducha komentarz na temat młodych ludzi — nieopierzonych, otwartych na różne (często sprzeczne ze sobą) możliwości, niegotowych do określenia się raz na zawsze. Nastolatki wybierają swobodę — wybierają brokat, Cyndi Lauper i  widok na autostradę. Dziewczyny zaś deklarują — „chcemy się po prostu dobrze bawić”. Wyśpiewany lirycznie ejtisowy hit sprawia wrażenie, że właściwie wcale nie chodzi o zabawę, ale o życie, tak po prostu.

Powrót