rękawica

Złudzenie przypadku

Data: 05.05.2019

Kristin Thompson, w swoim — krótkim, acz gęstym — tekście o „Złodziejach rowerów” pisze: „»Złudzenie przypadku« (…) jest prawdopodobnie najbardziej rzucającym się w oczy aspektem narracyjnej struktury »Złodziei rowerów«”.

Dla tych, którzy w kinie upatrują przede wszystkim prawdy, owo „złudzenie przypadku” (termin Thompson pożycza od André Bazina) będzie kwestią wybitnie problematyczną: ktoś bowiem majstruje przy „historii z życia wziętej” i pogrywa sobie z tym życiem, które przecież „pisze najlepsze scenariusze”. Tak być nie może.

Dla neorealistów rzeczywistość była punktem odniesienia, bo jak mawiał Cesare Zavattini neorealista „nigdy nie może się od niej odwrócić”. Ale ma prawo widzieć ją po swojemu. „Przypadkowo” dzieje się w „Złodziejach rowerów” wiele sytuacji, ale trudno doprawdy upatrywać w fabule jedynie magicznych „zrządzeń losu”, które tak pięknie łączą się w uniwersalną opowieść o relacji ojca w synem. Niby banał, ale wciąż trzeba czasem o tym przypomnieć.

I w „Avengers: Wojna bez granic” Thanos, z jego „przypadkowością” w wymazywaniu stworzeń jak w Paincie metodą „fifty-fifty, ale to nic osobistego”, pstryka palcami z precyzją godną najznakomitszego zegarmistrza. 

Jak to się dzieje, że na polu (bez) bitwy zostają Ci, którzy zostają? Jak to jest, że na Ziemi (dziwacznie opustoszałej, biorąc pod uwagę pozostałe 3,5 miliarda ludzkich istnień) pozostaje akurat Iron Man, człowiek wielu technologii, supermanka Kapitan Marvel, Rocket-szop z kosmosu, Hulk-mózg, Ant-Man podróżujący wśród atomów, załamany Thor, Hawkeye, który (nie mogę powiedzieć, bo spoiler) i jego najlepsza przyjaciółka Czarna Wdowa? Wiecie do czego piję? 

Jest to dzieło owego „złudzenia przypadku”, które kazało nam wierzyć, że Thanos to najlepiej napisany bad ass w kinie ostatnich lat; że „Wojna bez granic” to arcydzieło superhero movie. Not quite. Może Thanos ma gdzieś, kogo unicestwia, ale scenarzyści z pewnością nie. 

Oczywiście, „Avengers: Koniec gry” to nie jest film realistyczny i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie próbować tej teorii opchnąć. Ale sprzedawanie „złudzenia przypadku” jako rewolucji jest, moim skromnym zdaniem, małym oszustwem. Podczas gdy producenci filmu pstrykają jak im się podoba, my dajemy się złapać w pułapkę jak, nie przymierzając, Dormammu w „Doktorze Strange”: niby zawsze jest inaczej, a jednak trochę tak samo.

Powrót


Komentarze

Co myślą inni?

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentrzy.