Ukryte zalety tafty

Wycofany z pozoru reżyser w białych rękawiczkach i z matematyczną precyzją tka bowiem swój arras, by ostatecznie efekt tej misternej pracy potraktować z nonszalancją jak pierwszy lepszy dywan.

Czytaj...

Feminizm pozorny

W kilkanaście dni po premierze „Wonder Woman” trudno na facebookowym wallu lub Filmwebie nie natknąć się na zachwyty nad Gal Gadot. Ja też z nieskrywaną fascynacją obserwowałam jej piękne ciało (wyłączając na chwilę rejestrowanie narracji, zresztą bez większej szkody dla odbioru) i zazdrościłam wygranej w genetycznej loterii. Nie można jednak dać się zwieść – parę femini-wstawek i charyzmatyczna aktorka (bo nie bohaterka, niestety) nie zagwarantowały filmowi spełnienia.

Czytaj...

„Piękna i Bestia”, reż. Bill Condon

„Pięknej i Bestii” Condona brakuje przede wszystkim wyobraźni – elementu, bez którego nie da się stworzyć porywającej filmowej baśni. Wbrew obiegowej opinii, opowieść o Pięknej i Bestii to nie samograj, a jedynie szkic; jej potencjał ujawnia się dopiero w konkretnej realizacji.

Czytaj...

„Jackie”, reż. Pablo Larraín

„Historia jest histeryczna: istnieje tylko wtedy, gdy zaczynamy się jej przyglądać” – tak napisał kiedyś Roland Barthes*. Oglądając „Jackie” mamy wrażenie, że żadne stwierdzenie nie odda charakteru filmu Pablo Larraína lepiej niż słowa autora „Mitologii”.

Czytaj...

Precz z naiwnymi marzycielami! – recenzja filmu „La La Land”

Podczas pierwszego seansu dałam się uwieść widowiskowości „La La Land” i sprawności, z jaką reżyser „Whiplash” wywołuje w nas erotyczne wręcz zaangażowanie – kusi powabem i zachęca do koncentrowania wzroku na pięknych ludziach i przedmiotach (często zresztą traktując tych pierwszych jak atrakcyjne obiekty). Niestety, choć wszystko każe nam pokochać ekranowych bohaterów oraz historię rozegraną w „żywych” barwach i w szerokim Cinemascopie, to ostatecznie wszystko prowadzi do degradacji musicalowej poetyki.

Czytaj...

Uniwersum błyskawiczne – recenzja „Legionu Samobójców”

Komiksowi giganci, DC Comics i Marvel, od lat walczą ze sobą o uwagę odbiorców wydawanych przez nich komiksów i filmów, ale epicentrum tych zamieszek stanowi obecnie właśnie kino. Wojna trwa zatem w najlepsze, choć trudno właściwie powiedzieć, by była to walka wyrównana, bo strony konfliktu nie dysponują podobną siłą i zasobami. DC Comics można porównać do Szybkonogiego Achillesa, który po prostu (zakładając kontynuację wypracowanej strategii) nigdy nie dogoni żółwia. Oficjele z Time Warner (którego część stanowi DC) mają bowiem sporo energii, ale na krótkim dystansie: pakują pięć filmów do jednego i wysyłają w paczce do kin na całym świecie, błagając widzów o wyrozumiałość i prosząc o łaskę sentymentu.

Czytaj...

Testosteron w natarciu – recenzja filmu „Baby bump”

W obliczu tej skrajnej stylizacji autentyzm „Baby bump” może wydawać się projektem nie do zrealizowania, a jednak Czekaj osiąga na tym gruncie stuprocentowe zwycięstwo. Bezkompromisowo i hałaśliwie, jak na debiutanta przystało, rozprawia się z wyidealizowanym portretem zawstydzonego „młodego dorosłego”, który wstydliwie skrywa rozbuchany testosteron.

Czytaj...

Kokon niedojrzałości – recenzja filmu „Kamper”

W żargonie gier wideo kamper jest tchórzem, asekuracyjnie ukrywającym się przed potencjalnym przeciwnikiem. Kamper z filmu Łukasza Grzegorzka robi dokładnie to samo, tylko w życiu.

Czytaj...

Pocztówka do Europy – recenzja „Zabójczyni”

To, co dociera na ekrany Europy, to wyselekcjonowane pocztówki, zwyczajowo przedstawiające przecież miejsca, które nie istnieją, piękne krajobrazy podrasowane w Photoshopie i wyczyszczone z oznak życia. Taka jest właśnie „Zabójczyni” Hou Hsiao-hsiena – wyzbywająca się własnej tożsamości na rzecz europejskich standardów kina artystowskiego.

Czytaj...

Hollywood trochę mniej – recenzja filmu „Carol”

Przemieszczając się po czteropasmówce mainstreamowego kina hollywoodzkiego rzadko zdarza nam się korzystać z objazdów, zwalniać tempo i skręcać w wąskie uliczki, nawet w samym jego centrum. Lubimy dzielić filmy na te rozrywkowe, oscarowe pewniaki oraz te artystyczne, hermetyczne dzieła reżyserów z trudnymi do wypowiedzenia nazwiskami. Tymczasem zdarzają się filmy mniej spektakularne, pozostające jednak wciąż mocno związane z kinem głównego nurtu. Oto casus „Carol” w reżyserii Todda Haynesa – połączenie hollywoodzkiego prêt-à-porter i kreacyjnego haute couture, czyli mariaż potrzebnego schematu i ożywiającej go reżyserskiej maestrii, schowanej jednak skromnie za prezentowaną historią.

Czytaj...